2010 -
03.02
Category cztery pory roku, dzieła justyny | No Comments »
Próbowała raz jeszcze się podnieść, ale nogi całkiem odmówiły jej posłuszeństwa i cała jasność, którą czuła w sobie, praktycznie się wyczerpała. Oszołomiona, odwróciła głowę w stronę głosu Deckera i w przerwie między jedną falą a drugą spostrzegła, że znów założył maskę. To była głowa śmierci.
Podniósł pistolet…
Poczuła, że ziemia pod nią zadrżała. Może to odgłos strzału? Nie widziała już ani pistoletu, ani Deckera. Ostatnia fala jasności zmyła ich postacie z jej głowy. Ale ciało czuło kołysanie się ziemi, a przez kwilenie w swoim mózgu usłyszała, że ktoś woła imię człowieka, którego miała nadzieję tu odnaleźć. Read the rest of this entry »
2010 -
03.02
Category lubie pocałunki, nieobecny na lekcji | No Comments »
Boone zepsuł te dobrze obmyślone plany, ale nie będzie już mógł powiedzieć, co wie. Stara Twarz z Guzikami tego przypilnuje.
Decker naciągnął maskę. Pachniała podnieceniem. Już po pierwszym oddechu stwardniał mu członek. Stwardniał nie do seksu, lecz do śmierci, do morderstwa. Czerpał dla niego powietrze, nawet przez grubą warstwę spodni i bielizny. Maska nie zważała, czy zdobycz była kobietą; członek twardniał do każdego morderstwa. Czasem zapalał się do starych mężczyzn, szczających, gdy przed nim padali; czasem do dziewcząt, do kobiet; nawet do dzieci. Stara Twarz z Guzikami jednakowymi oczami patrzyła na cały ludzki ród. Read the rest of this entry »
2010 -
03.02
Category pory roku, spóźnialscy | No Comments »
A jednak to ich bolało – słyszeli jej wymówki i nawoływania. Dla jednego z nich te odgłosy były szczególnie nie do zniesienia.
- Pozwólcie mi iść do niej.
- Nie możesz. Wiesz, że nie możesz.
- Mogę go zabić. I kto się dowie, że tu byt?.
- Nie jest sam. Inni czekają za murami. Pamiętasz, jak przyszli po ciebie?
- Nie mogę pozwolić jej umrzeć.
- Boone! Proszę, na Boga… Read the rest of this entry »
2010 -
03.02
Category cztery pory roku, dzieła justyny | No Comments »
Miriady iskierek wciąż nadciągały, choć ona sama już tkwiła w bezruchu; teraz przestały być ostre i przenikliwe. Stały się tylko jasnością, a ich gwałtowność groziła, że ogarną cały świat. Wiedząc, że nadciąga koniec, podeszła do wrót, wołając Boone’a. Odpowiedź nadeszła natychmiast, ale nie ta, której szukała.
- Czy on tu jest? – zapytał ktoś. – Czy Boone jest tutaj?
Trzymając się kurczowo bramy, odwróciła swoją ociężałą głowę i w smudze światła zobaczyła Deckera, stojącego o kilka jardów od niej. Za nim – samochód ze zgaszonymi światłami. Mimo że była oszołomiona, to jednak zdała sobie sprawę, że nią manipulowano. Decker pozwolił jej uciec, wiedząc, że odszuka jego wroga.
- Głupia! – powiedziała do siebie. Read the rest of this entry »
2010 -
03.02
Category nieobecny na lekcji, pory roku | No Comments »
Gdy jechała autostradą, opanowały ją wizje, skutek szoku i utraty krwi ze sprawnej, choć zranionej ręki. Podobne to było do tego, jakby padał śnieg na szybę.
Iskierki jak śnieżynki przenikały szkło i przelatywały obok niej sycząc. Gdy coraz bardziej zapadała w sen, tym bardziej była przekonana, że widzi nadlatujące twarze, żywe przecinki – niczym płody ludzkie – szepczące coś na pożegnanie. To, co widziała, nie przygnębiało ją, lecz wręcz przeciwnie wydawało się potwierdzać, to co rodziło się w jej umyśle. Ona też, jak Boone, potrafiła żyć w nieziemskim wymiarze. Dziś wieczorem nic nie mogło wyrządzić jej krzywdy. Zraniona ręka zdrętwiała teraz tak silnie, że Lori nie mogła utrzymać kierownicy, mimo że musiała prowadzić samochód przy pełnej prędkości po nie oświetlonej drodze. Nie po to jednak los pozwolił jej przeżyć atak Deckera, żeby miała się zabić na autostradzie. Read the rest of this entry »
2010 -
03.02
Category nieobecny na lekcji, spóźnialscy, tanie połączenia | No Comments »
Będziesz musiała ostro nim pogrzebać, żeby zrobić na mnie jakieś wrażenie.
Mówił niemal igrając i wciąż się przybliżał.
- Chciałbym zobaczyć, jak próbujesz. Naprawdę chciałbym. Chciałbym zobaczyć, jak próbujesz.
Kątem oka dostrzegła, że stoi na wysokości stosu talerzy, znajdujących się o kilka cali od jej łokcia. Może one dadzą jej czas, by dopaść drzwi – zastanawiała się. W walce na noże może z tym maniakiem przegrać, co do tego nie miała wątpliwości. Ale może go jeszcze wywieść w pole.
- No chodź, spróbuj, zabij mnie, jeśli potrafisz. Za Boone’a. Za biednego, szalonego Boone’a. Read the rest of this entry »
2010 -
03.02
Category cztery pory roku, lubie pocałunki | No Comments »
Dobre pytanie. Nie widzę powodu, dlaczego nie miałabyś poznać odpowiedzi.
Podniósł rękę do twarzy i ściągnął maskę. Pod spodem ukazał się Decker, spocony i uśmiechnięty.
- Szkoda, że nie wziąłem aparatu fotograficznego – powiedział. – Wygląd twojej twarzy…
Nie mogła go zmienić, chociaż nienawidziła samej możliwości, że go to bawi. Szok sprawił, że dyszała jak ryba. Decker to Curtis, według Sheryl – Pan Wspaniały.
- Dlaczego? – dopytywała się. Read the rest of this entry »
2010 -
03.02
Category dzieła justyny, tanie połączenia | No Comments »
Potem ból i krew pojawiły się, aż w nadmiarze, a garnek upadł u jej stóp. I teraz napastnik wydał głos, przechylając głowę, jak gdyby gapił się na krew płynącą z rany, której był sprawca.
Spojrzała w stronę drzwi, obliczając, jakiego potrzebuje czasu, by dotrzeć tam szybciej niż pościg prześladowcy. Zanim zaczęła działać, Człowiek-Maska przypuścił swój ostatni atak. Nie podniósł noża, ani głosu, kiedy przemówił:
- Lori – powiedział. – Musimy porozmawiać, ty i ja.
- Odpieprz się! Read the rest of this entry »